Takie jest życie. Im szybciej dzieci to zrozumieją, tym szybciej się w życiu odnajdą. Wygra najlepszy, bo przecież takie są prawa ewolucji. Musisz być coraz lepszy, lepszy od innych, a twój sukces wiąże się z porażką konkurentów.
Znasz te przekonania? Towarzyszą nam w różnych sferach życia a zaczynamy zaszczepiać je już w dzieciństwie. Wybrzmiewa w nas jedno z głównych założeń ewolucjonizmu, które głosi, że przetrwają wyłącznie najsilniejsi a słabość jest czymś, co należy zwalczać. Rywalizacja jest sytuacją, w której możliwe jest by osoba lub grupa zrealizowała swój cel, a więc osiągnęła sukces tylko pod warunkiem, że pozostali poniosą porażkę. U jej podstaw leży przekonanie, że społeczne relacje tak zostały zorganizowane, ustalone od początki, że takie są reguły życia w społeczeństwie. Czy rzeczywiście tak jest? Czy my- ludzie jesteśmy stworzeni do nieustannej rywalizacji, konkurowania, porównywania się? Albo inaczej: czy w takim świecie widzimy przyszłość naszą i naszych dzieci? Zmiana jest możliwa, niezależnie od realiów, w których funkcjonujemy. Kluczową kwestią jest zmiana przekonań. Zamiast mówić: „Takie jest życie, nic z tym nie zrobimy” spróbujmy pomyśleć „Co mogę zrobić, by nauczyć siebie i dziecko umiejętności współpracy? Co mogę zrobić, by w sytuacjach nieszablonowych szukało rozwiązań o charakterze win-win”? Czy wychowanie dziecka w atmosferze pozbawionej rywalizacji jest możliwe? Zapraszam do lektury.

Natura rywalizacji
Dla wielu z nas założenie, że powinniśmy uchronić dzieci przed rywalizacją jest utopijne. Model wychowania, któremu zostaliśmy poddani opierał się na konkurencji. Mam tu na myśli zarówno instytucjonalny wymiar wychowania, a więc wszystko to, co działo się w szkołach czy przedszkolach, jak i środowiska rodzinne. Mamy więc przestrzeń w której dzieci konkurują między sobą o… No właśnie, o co dokładnie konkurują nasze dzieci? W warstwie powierzchownej można by powiedzieć, że przedmiotem rywalizacji jest coś zewnętrznego- nagroda materialna, czy symboliczna (jak chociażby ocena). Sprawa ma jednak znacznie głębszy wymiar. Podstawą naszej rywalizacji w wymiarze indywidualnym i społecznym jest jedna z najbardziej pierwotnych potrzeb- potrzeba znaczenia czy inaczej istotności. Wszyscy pragniemy przynależności do grupy, jednak sama przynależność nam nie wystarcza. Potrzebujemy czuć się w społeczności ważni i potrzebni, a to stanowi łatwy grunt dla utrwalania postaw nastawionych na rywalizację już we wczesnym dzieciństwie, na gruncie rodziny. Dzieci poszukują oznak uznania, miłości i aprobaty dla swoich działań a napotykając na „przeszkody” zaczynają rywalizować z rodzeństwem czy innymi członkami rodziny sądząc, że ta strategia jest najbardziej skutecznym sposobem osiągnięcia znaczenia. Z punktu widzenia dziecka takie podejście wydaje się być zrozumiałe. Jego decyzje do mniej więcej trzeciego roku życia są egoistyczne, nastawione na realizację własnych celów i potrzeb, i nie uwzględniają stanowiska innych osób. W praktyce szybko uczą się jednak, że współpraca w wielu sytuacjach jest nie tylko skuteczniejsza i bardziej korzystna, ale ma również istotny wpływ na atmosferę w grupie oraz na relację w rodzinie. Na tym etapie życia bardzo ważne jest stworzenie przestrzeni, w której rodzice i starsze rodzeństwo modelują zachowania młodszych członków rodziny poprzez prowadzenie komunikacji opartej na empatii, angażowanie wszystkich członków rodziny w sprawy codzienne, co w naturalny sposób dostarcza poczucia znaczenia, a więc bycia ważnym, istotnym i potrzebnym członkiem wspólnoty rodzinnej. Dziecko włączone w życie rodziny nie ma potrzeby rywalizowania z rodzeństwem o uznanie rodziców, ponieważ w naturalny sposób otrzymuje je. Czuje się dzięki temu kompetentne i docenione, a to podwaliny stabilnego poczucia własnej wartości.
Nie mamy żadnych wiarygodnych dowodów naukowych, które wskazywałyby, że rywalizacja leży w naszej naturze. Nawet biolodzy ewolucyjni przyznają, że są takie gatunki, których przetrwanie zależy od zdolności współpracy. Jaka jest ludzka natura? Antropolodzy by odpowiedzieć na to pytanie przyglądają się tak zwanym kulturom pierwotnym, na które cywilizacja zachodnia miała znikomy wpływ. Są to społeczności żyjące w bliskości z naturą a ich struktury społeczne opierają się na tradycjach sięgających tysiącom lat. Okazuje się, że w wielu z nich rywalizacja zarówno indywidualna jaki i strukturalna nie występują. Współpracę widać tak naprawdę na każdym poziomie. Wychowaniem dziecka zajmują się nie tylko rodzice, ale cała wioska. Podobnie jak uprawą roślin, hodowlą zwierząt, polowaniem czy wymianą. Stare afrykańskie powiedzenie głosi, że do wychowania dziecka potrzeba całej wioski. Jak więc możliwe, że rozwój cywilizacji zachodu kojarzy nam się z tak zwanym „wyścigiem szczurów”? Kiedy rywalizacja stała się dla nas czymś tak naturalnym, że zdecydowaliśmy się wpuścić ją już do przedszkoli?

Skutki rywalizacji
Czy istnieje zdrowa dawka rywalizacji? Zdaniem amerykańskiego pedagoga Alfie Kohna, idealna dawka rywalizacji to dawka zerowa. Jak to możliwe? Przecież … Rywalizujemy na co dzień! Tak, Kohn nie kwestionuje tego faktu. Zwraca jednak uwagę, na systemowo- strukturalny wymiar rywalizacji. Jego zdaniem odgórnie narzucone reguły, których echo wybrzmiewa już na dziecięcym placu zabaw i w przedszkolu, a niesie się przez szkołę, pracę, system gospodarczy czy politykę, opierają się na wyścigu, sile, porównaniach i rankingach. W ostateczności prowadzą do braku poczucia własnej wartości rozumianego jako autentyczna wiedza o sobie oparta na akceptacji siebie, świadomości mocnych stron i odporności psychicznej. Najlepszym przykładem negatywnego skutku tak rozumianej rywalizacji jest środowisko sportowców. Uprawianie sportu wyczynowego jest świetnym sposobem na kształtowanie takich cech charakteru jak wytrwałość, determinacja, samoświadomość czy samodyscyplina. Dlaczego więc tak wielu zawodowych sportowców przechodzi poważny kryzys psychiczny? Dlaczego tak wielu z nich boryka się z zaburzeniami depresyjnymi, nałogami, dlaczego wybitni sportowcy sięgają po doping? Zdaniem Kohna przyczyna tkwi w rywalizacji. Start w zawodach przestaje być wyłącznie sprawdzeniem swoich możliwości fizycznych i efektów ciężkiej pracy nad sobą. Do gry wkracza porównywanie się i wyścig. Determinacja przekierowuje się z pokonywania własnych słabości i limitów na pokonywanie innych. Do tego dochodzi presja trenerów, sponsorów kibiców. To, co pierwotnie miało kształtować postawy i charakter, przeradza się w prawdziwą wojnę. Jest to wojna nie tylko w wymiarze materialnym (pieniądze) i społecznym (uznanie) ale przede wszystkim wojna na poziomie psychologicznym. Jest to obciążenie, z którym trudno sobie poradzić, a niektórzy sportowcy płacą ogromną cenę za swój sukces.
Czy z takim rodzajem rywalizacji mamy do czynienia wyłącznie w obszarze sportu? Oczywiście, że nie. Z podobnymi zaburzeniami borykają się dzisiaj pracownicy korporacji, prawnicy, maklerzy a co najbardziej przerażające, również nasze dzieci. Presja rywalizacji przeniosła się również do szkół, które skupiają się na rankingach, wynikach egzaminów zewnętrznych, tracąc tym samym z oczu dobrostan psychiczny dzieci i młodzieży. W Polsce mamy obecnie bardzo wysoki wskaźnik problemów psychicznych dzieci i młodzieży przy jednoczesnym braku należytej opieki psychiatrycznej. Dlaczego tak się dzieje?

Kluczowe pytania
Jaki jest wpływ rywalizacji na zdrowie psychiczne dzieci i młodzieży? Jak atmosfera rywalizacji wpływa na to, jak wyglądają nasze relacje? Czy rywalizacja podnosi naszą wydajność?
Przekonania stojące za tymi pytaniami kształtowały nasze wyobrażenia na temat mechanizmów relacji społecznych. Współczesne badania nad zjawiskiem rywalizacji czy procesami motywacyjnymi dowodzą, że wiele z tych przekonań nie znajduje potwierdzenia w faktach. Do niedawna sądzono, że istnieją typy osobowości, które są bardziej podatne na atmosferę rywalizacji. Są to osoby, które czują potrzebę konkurowania z innymi, nawet gdy sytuacja tego nie wymaga. Osoby te skupione są na sobie, mają silną potrzebę zaistnienia w grupie, często kosztem innych. Sądzono, że przyczyny tego leżą w temperamencie, a więc są cechą układu nerwowego. Kohn podkreśla jednak wagę wpływu wychowania na taką postawę. Potrzeba rywalizacji może w tym wypadku wynikać z zaniżonej samooceny, z niestabilnego poczucia własnej wartości oraz niezrealizowaną potrzebą znaczenia. Taka osoba każdą sytuację społeczną może postrzegać jako sprawdzian. „Czy jestem wystarczająco wartościowy? Czy mam dla nich znaczenie? A jeśli nie? Muszę im udowodnić, że tak właśnie jest!”
W tym wypadku wywyższanie się, którego emanacją jest dążenie do rywalizacji i osiągania sukcesu jest w rzeczywistości kompensowaniem niskiego poczucia własnej wartości. Badania porównawcze wskazują, że dzieci, które wychowywały się i uczyły w atmosferze rywalizacji miały najniższe poczucie własnej wartości i było ono uwarunkowane opinią z zewnątrz. Pomyślicie pewnie ”co to znaczy- atmosfera rywalizacji”? Wystarczy, że stworzymy przestrzeń, w której dzieci z naturalnych dla społeczeństwa różnic zaczną tworzyć porównania i skale, a na ich podstawie w grupie rozpocznie się ekonomiczny rozdział oznak uznania. Wystarczy dać przyzwolenie, by dzieci na podstawie różnic dokonywały podziałów na lepszych i gorszych, by budowały hierarchię. To wystarczy. Najczęstszym narzędziem do stwarzania takiej przestrzeni w przedszkolu jest tablica motywacyjna, w szkole natomiast system oceniania. Mówiąc o szkodliwości rywalizacji mamy na myśli nie tylko dzieci, które w wyścigu nie odnoszą sukcesów. Rywalizacja szkodzi w równym stopniu „przegranym” jak i „zwycięzcom”. W przypadku pierwszych skutkuje zaniechaniem, brakiem motywacji do działania, poczuciem osamotnienia, utratą znaczenia. W przypadku dzieci sukcesu uruchamia się mechanizm podobny do uzależnienia. Osoba o silnej potrzebie rywalizacji to osoba, której samoocena wynika z ilości osiągniętych sukcesów. To osoba, która czuje się ze sobą dobrze, dopóki czerpie pozytywne informacje na temat siebie z zewnątrz. Każde niepowodzenie bardzo negatywnie odbija się na jej poczuciu własnej wartości, powodując przymus osiągnięcia kolejnego sukcesu w celu podtrzymania poczucia znaczenia.
„Rywalizacja to doskonały trening antyspołeczny” Noam Chomsky
Wyobraźcie sobie dwie grupy przedszkolne. W jednej z nich nie wprowadzano atmosfery rywalizacji a dzieci zachęcano do poszukiwania rozwiązań korzystnych dla wszystkich. W drugiej grupie utrzymywano wysoki poziom rywalizacji, wspierany motywacją zewnętrzną. Jak poziom rywalizacji wpłynął na relacje w obu grupach? W grupie cechującej się wysokim poziomem rywalizacji dzieci miały znaczące problemy z komunikacją. Częściej popadały w konflikty, nie umiały wyrazić sowich potrzeb. Obniżeniu uległ też ich poziom zaufania do innych osób, w tym również dorosłych. Dzieci były skupione na sobie, nie interesowały się potrzebami innych dzieci i wykazywały niższą niż w drugiej grupie skłonność do pomagania innym i przyjmowania ich perspektywy. Wnioski płynące z badań porównawczych, o których wspomina Alfie Kohn w wykładzie dla konferencji Relacja w edukacji potwierdzają zjawisko tak zwanej kontrempatii.
Kontrempatia
Wiemy czym jest empatia. Nawet jeśli nie potrafimy podać słownikowej definicji intuicyjnie czujemy, że chodzi o rozumienie stanów emocjonalnych i potrzeb drugiej osoby. To zdolność współodczuwania i towarzyszenia przeżyciom drugiej osoby. Empatia jest podstawą budowania więzi społecznych i stanowi podłoże skutecznej komunikacji. Dzięki empatii widząc płaczącą osobę możemy starać się nazwać jej emocje i zrozumieć ich przyczyny. Możemy stać się dobrym towarzyszem w przeżywaniu zarówno trudnych jak i dobrych chwil. To właśnie empatia sprawia, że znajdując się w otoczeniu szczęśliwych i rozbawionych osób sami zaczynamy się cieszyć, a widok smutnych towarzyszy wywołuje smutek i współczucie w nas samych. Ale czym jest kontrempatia? Przedrostek „kontr(a)” wskazuje na postawę przeciwną. U osób, które wykształciły w sobie taką postawę radość z sukcesu osób w otoczeni budzi frustrację, gniew czy zawiść. Smutek innych będący wynikiem niepowodzenia jest źródłem satysfakcji i zadowolenia. Osoby takie mają dużą trudność we wchodzeniu w autentyczne relacje, nie potrafią udzielać wsparcia ponieważ skoncentrowane są wyłącznie na sobie. Mają skłonność do instrumentalnego traktowania innych i częściej skłonne są budować mury aniżeli mosty. Zdaniem Kohna za kontrempatyczne zachowania odpowiada wychowanie w atmosferze rywalizacji i brak poczucia własnej wartości. To również sygnał mogący świadczyć o niskiej odporności psychicznej, która jest kompensowana przez rywalizacyjne zachowania antyspołeczne.
Czy możemy funkcjonować w świecie pozbawionym rywalizacji? Bardzo trudno jest jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. System gospodarczy, system edukacji, wolny rynek, sport, nierzadko również rodziny opierają się na rywalizacji. Jest to element, który funkcjonuje przede wszystkim w sferze naszych przekonań. Coraz częściej spływają do nas informacje z różnych dziedzin nauk, poprzez neurobiologię, psychologię, pedagogikę czy ekonomię, które potwierdzają zgubny wpływ rywalizacji na efektywność pracy czy zdolność budowania relacji. W kolejnej części artykułu pojawią się pomysły, jak pracować z dzieckiem w domu i w szkole nad zmianą postawy rywalizacyjnej na kooperacyjną oraz jak samemu pracować nad zmianą przekonań. Mamy do stracenia wiele, jednak najwyższą stawką w „wyścigu szczurów” jest stan psychiczny naszych dzieci. Warto zatroszczyć się o ich dobrostan już od najwcześniejszych lat życia.
Wykład Alfie Kohna „Bez rywalizacji” jest dostępny tu: https://www.youtube.com/watch?v=QqQqkfEfbz8
Polecam również książkę tego samego autora „No Contest. The Case Against Competition”