Z czym kojarzy wam się słowo „dyscyplina”? Jakie towarzyszą mu emocje? Jaka była pierwsza myśl, która pojawiła się waszych głowach na widok słowa „dyscyplina”? Czy było to miłe wspomnienie? A może mobilizujący sygnał? Czy czujecie dumę myśląc o dyscyplinie, czy jest to raczej rozżalenie, bunt? Moim najbardziej wyrazistym skojarzeniem i wspomnieniem jednocześnie jest piosenka z filmu „Pan Kleks w kosmosie”. Pamiętacie to? „Sztywno, równo i posłusznie, a do tego bez wahania. Dyscyplina, dyscyplina to podstawa wychowania!” Oj do dzisiaj słyszę tą piosenkę w głowie! Nie wiem, czy jest to złe wspomnienie. Raczej nie. Bardziej ukształtowało moje rozumienie pojęcia „dyscyplina”, gdzie kluczową rolę odgrywa słowo „posłusznie”.

Jak to więc jest z tą dyscypliną? Powinna być czy nie? Czy możliwe jest wychowanie bez dyscypliny? Już sama się pogubiłam. A gdy tak się dzieje, zazwyczaj w pierwszej kolejności sięgam po słownik i poszukuję znaczeń. To dobre ćwiczenie, które gorąco polecam każdemu. Przywykliśmy do używania słów, których znaczenia nie znamy albo nie do końca potrafimy wytłumaczyć. Szczególnie gdy słowa nie są neutralne pod względem emocjonalnym czy moralnym. Zerknijmy razem. Dyscyplina-  wg słownika języka polskiego PWN- może być rozumiana jako dziedzina sportu, dziedzina naukowa, narzędzie pokuty- krótki bat o kilku rzemieniach, wreszcie „rygorystyczne reguły postępowania, wprowadzane w grupie albo narzucane sobie samemu; też: podporządkowanie się tym regułom”. Patrząc z perspektywy wychowawcy interesuje nas ostatnia definicja.

 Co myślisz, gdy słyszysz zwrot „wprowadzić dyscyplinę”? To dość bliskoznaczne z „zaprowadzić porządek” a więc z podporządkowaniem regułom. Zatrzymajmy się na chwilę w tym miejscu. Usłyszałam kiedyś „Nie cierpię słowa dyscyplina! To brzmi tak represyjnie!”. Owszem. Mamy prawo tak myśleć, ponieważ każde z nas jak sądzę zostało przynajmniej raz w życiu poddane takiej represyjnej dyscyplinie. Być może były to dotkliwe kary, które wywołały w nas brak zaufania do dorosłych, rozżalenie, bunt lub odwrotnie- rezygnację z własnych potrzeb? Być może negatywne oceny i uwagi, które trwale zaburzyły nasz obraz siebie? Przykładów jest naprawdę wiele. Jeśli jednak uda nam się pozbawić słowo „dyscyplina” ładunku emocjonalnego okaże się, że zostaną nam „reguły postępowania w grupie oraz podporządkowanie się tym regułom”. Czy to brzmi represyjnie? To wymiar funkcjonalny. Nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie rodziny, klasy, szkoły, społeczeństwa, w których nie funkcjonują reguły. Nie mam tu wyłącznie na myśli takich zasad jak skomplikowane systemy prawne. Również społeczeństwa pierwotne mają coś, co reguluje relacje w grupach mianowicie kulturę. Można by też powiedzieć tradycję. Problem nie leży w samym systemie reguł, lecz w stylu, w jakim je wprowadzamy, i w jakim egzekwujemy ich przestrzeganie. Jeśli jesteśmy skupieni na hierarchii w rodzinie czy w klasie, jeśli przyjmujemy, że liczy się dla nas autorytet formalny, jeśli uznajemy, że w tej strukturze są lepsi i gorsi, ważni i ważniejsi- wtedy robimy krok ku dyscyplinie o charakterze represyjnym. Uznajemy, że jednym szacunek i uwaga należy się „bo tak”, inni zaś MUSZĄ na niego zapracować. Uznajemy, że jedni mają prawo narzucać reguły i sposoby ich egzekwowania, inni zaś MUSZĄ się podporządkować. To nie jest jedyna droga. Dyscyplina nie musi tak wyglądać.

Czy zastanawialiście się, dlaczego słowo „dyscyplina” budzi negatywne skojarzenia, a słowo „samodyscyplina” uważane jest za cnotę? Pierwsze wywołuje w nas obraz zasad narzucanych z góry, bez pytania o ich akceptację. To przymus podporządkowania pod groźbą sankcji. Tak to postrzegamy. Samodyscyplina natomiast kojarzy nam się z poczuciem wpływu i sprawczości, to świadomość wyborów, ich konsekwencji naturalnych i logicznych. To wreszcie świadomość celu i środków potrzebnych do jego osiągnięcia, a także determinacja i samozaparcie. To brzmi wręcz heroicznie, nieprawdaż? Czy wszystkich stać na samodyscyplinę? Z pewnością nie. Jest to jeden z elementów inteligencji emocjonalnej i wymaga dojrzałości, nie tylko w sensie mentalnym, ale również w znaczeniu biologicznym. Do samodyscypliny skłonny jest dojrzały układ nerwowy (wspomina o tym dość obszernie Daniel Goleman w książce „Inteligencja emocjonalna”). Dziecku bardzo trudno jest zdobyć się na nią. Ale ponieważ mózg dziecka jest najbardziej chłonny, uczy się najszybciej, możemy od wczesnych lat życia uczyć je samodyscypliny, samokontroli i samoregulacji, a więc kilku ważnych komponentów inteligencji emocjonalnej. Wszystkie trzy wymagają zrozumienia jak działają nasze emocje, a więc zauważenia zależności pomiędzy emocjami a potrzebami. W książce „Pozytywna Dyscyplina” Jane Nelsen powołując się na koncepcje Alfreda Adlera i Rudolfa Dreikursa zauważa, że podstawowymi potrzebami dziecka są potrzeba przynależności do grupy i znaczenia, a więc istotnego, wartościowego wkładu. To również potrzeba bezpieczeństwa, autonomii i sprawczości, które bardzo wyraźnie manifestowane są na kilku etapach rozwoju dziecka, na przykład około 2 roku życia (popularny „bunt dwulatka”), między 5 a 6 rokiem życia, czy w okresie dojrzewania. Zapewne każdy rodzic marzy o tym, by jego dziecko w dorosłym życiu wykazywało się takimi cechami jak samodyscyplina, samokontrola i zdolność samoregulacji. Czy jesteśmy w stanie wykształcić te umiejętności stosując metody wychowawcze opierające się na wcześniej przywołanej „represyjnej” dyscyplinie. Oczywiście, nie. Jeśli dziecko niewłaściwym zachowaniem manifestuje potrzeby przynależności, znaczenia, autonomii, sprawczości- czy możemy je „uspokoić” ignorując te potrzeby i narzucając własne reguły oraz egzekwując posłuszeństwo? Znacie odpowiedź.

Kryteria Pozytywnej Dyscypliny

Wszystko zaczyna się w naszej głowie. Kiedy rozpoczyna się nasza wychowawcza przygoda stajemy okrakiem pomiędzy tym, co wiemy na temat wychowania a wzorcami, które zapamiętaliśmy z dzieciństwa. Z jednej strony wiemy, że nie wszystkie metody, którym zostaliśmy poddani były dobre, niekiedy na samą myśl o karach z dzieciństwa czujemy rozżalenie. Z drugiej strony, osoby, które nas kształtowały były i nadal są dla nas ważne- to nasi rodzice, nauczyciele, pozostali członkowie rodzin i wspólnot. Czujemy z nimi więź i często usprawiedliwiamy ich metody. Najbardziej powszechnym usprawiedliwieniem, z jakim spotkałam się na swojej drodze zawodowej było stwierdzenie „Ja byłem karany/ oceniany/ bity/ wyśmiewany i wyszedłem na ludzi” albo „Jak teraz tego nie doświadczy, to nie poradzi sobie w życiu”. Znacie to? Czy jesteście przekonani o skuteczności takiego podejścia? Ja z każdą przeprowadzoną rozmową czy warsztatem coraz mniej. Co więc robić, by nasze oddziaływania wychowawcze były skuteczne? Co robić, by dziecko współpracowało, by przestrzegało reguł i jednocześnie czuło wsparcie? Co robić, by zatroszczyć się o potrzeby wszystkich członków rodziny czy klasy? Na początek przyjrzyj się swoim metodom i odpowiedz sobie na poniższe pytania.

📌 Po pierwsze, zastanów się: czy twoje metody uczą wartościowych umiejętności życiowych? Czy uczą twoje dziecko lub ucznia, jak rozwiązywać problemy?
📌 Po drugie, czy twoje działania są skuteczne długofalowo? Stosowanie systemu motywacyjnego a więc systemu kar i nagród działa natychmiast. Pytanie, czego uczy i jakie długofalowe skutki niesie ze sobą?
📌 Czy to co robisz i mówisz pomaga budować więzi? Czy pozwala twojemu dziecku poczuć przynależność i znaczenie?
📌 Czy twoja metoda jest uprzejma i stanowcza jednocześnie? Czy jest pełna szacunku i zachęcająca?

Chcemy by nasze dzieci były odpowiedzialne, współpracujące, by radziły sobie ze swoimi emocjami, z problemami, na które napotykają… Chcemy mieć dobrą relację opartą na poczuciu bezpieczeństwa, zaspokajającą potrzeby przynależności i znaczenia wszystkich członków rodziny. Chcemy, by nasze dziecko było aktywne, niepokoi nas jego bierność i zniechęcenie. Zachęcam do przyjrzenia się sobie w relacji z dzieckiem. Zostań obserwatorem swoich metod, pamiętając o czterech kryteriach skuteczności.

Jeśli wykonaliście już pierwszy krok, a więc zrobiliście przegląd swoich metod pod kątem skuteczności, zastanówcie się, co w praktyce możecie zrobić, by dziecko chciało z wami współpracować. Oto kilka podpowiedzi.

  1. Stwórzcie plan dnia.

Dzieci lubią, gdy w ich życiu panuje przewidywalność i ład. To zaspokaja ich potrzebę bezpieczeństwa. Stwórzcie wspólnie harmonogram na cały tydzień oraz stały plan wieczora i poranka. Jeżeli dziecko weźmie aktywny udział w tworzeniu takiego planu, będzie po pierwsze czuło się uwzględnione- zaspokoimy zatem potrzebę przynależności. Po drugie, będzie miało poczucie wpływu, zaspokoimy więc jego potrzeby sprawczości i autonomii. Po trzecie, będzie emocjonalnie związane z planem, który współtworzyło, łatwiej będzie mu więc podejść odpowiedzialnie do jego realizacji. Wspólne planowanie jest dobrym narzędziem uczącym samodyscypliny.

  • Organizujcie spotkania rodzinne.

Jeśli pojawiają się trudności z zachowaniem, z przestrzeganiem wspólnie zaplanowanych działań czy z przestrzeganiem ustalonych zasad, zorganizujcie spotkanie rodzinne. Warto, by odbywały się one regularnie, na przykład raz w tygodniu. Spotkanie takie rozpoczynamy rundą komplementów i doceniania, podczas której każdy mówi każdemu, ca co go ceni i za co chce mu podziękować. To niezwykle ważne, ponieważ niejako „programuje” nasze postrzeganie tak, byśmy koncentrowali się na tym, co dobre oraz zwiększa nasze możliwości dostrzegania rozwiązań. Następnie każdy mówi, jakie trudności go spotkały, co w domu czy w klasie sprawiło mu przykrość czy kłopot. Następnie zapraszamy wszystkich do wspólnego poszukiwania rozwiązań. Nie szukamy kar, zastanawiamy się, co zrobić, by następnym razem było lepiej. Dzieci mają tu takie samo prawo głosu, co dorośli. Ich pomysły często bywają zaskakujące, twórcze i funkcjonalne. To doskonała okazja do budowania poczucia wpływu, znaczenia, odpowiedzialności.

  • Uważajcie, by nie zagadać dziecka na śmierć

Pamiętacie te kazania, które trwały w nieskończoność? Po jakim czasie wyłączaliście słuchanie? Co z nich zostało Wam w głowach? Niewiele, prawda? Unikajmy ględzenia. Na dzieciach przestanie to robić wrażenie. Żeby do nich dotrzeć będziemy musieli stopniować przekaz, a więc mówić więcej, dłużej, głośniej, z większym ładunkiem emocjonalnym, oceniając i etykietując w stylu „Patrz, jak do ciebie mówię; nigdy mnie nie słuchasz; i co, nie masz mi nic do powiedzenia?!”. Nie idźmy tą drogą. Załóżmy, że mamy w domu kontrakt- wspólnie ustalone zasady, które obowiązują wszystkich. Wisi w widocznym miejscu, zawiera około 7- 10 zasad- nie więcej. Jest czytelny nawet dla małego dziecka. Mamy również plan tygodnia- także utworzony wspólnie oraz podział obowiązków na bieżący tydzień. Wszystko to w czytelnej formie w widocznym miejscu. Gdy pojawia się trudne zachowanie, na przykład krzyki czy kłótnie między rodzeństwem, w każdej chwili możesz powiedzieć „Przypomnijcie mi proszę, co ustaliliśmy wspólnie odnośnie zwracania się do siebie?”. Mogę zapytać wieczorem „Co należy zrobić po zjedzeniu kolacji?”. Brzmi to dużo lepiej niż „Ile razy mam wam powtarzać, żebyście nie kłócili się o zabawki?!” czy „Dlaczego ty nigdy nie chowasz naczyń do zmywarki? Ile razy mam ci to powtarzać?”. Dzieci są bardziej kompetentne niż nam się wydaje. Jedyne, czego potrzebują to wspierający dorośli, którzy w uprzejmy i stanowczy zarazem sposób przypomną im o wspólnie ustalonych zasadach.

Czy dyscyplina może być pozytywna? Może o ile prowadzi do rozwijania odpowiedzialności i samodyscypliny. Jeśli jest wspierająca i pomaga w kształtowaniu ważnych kompetencji życiowych. Jeśli nie lubisz tego słowa, zastąp je innym. Nie o słowa tak naprawdę chodzi a o cele, którymi są budowanie w dziecku poczucia własnej wartości i znaczenia, budowanie odpowiedzialności i wpływu, kształtowanie umiejętności wspólnego poszukiwania rozwiązań a co za tym idzie, polepszenie funkcjonowania grupy- czy to rodziny, czy to klasy.

Pin It on Pinterest

Share This