Gdy słyszę hasło “myślenie w edukacji” pierwszym skojarzeniem, jakie przychodzi mi do głowy są słowa Dolores Jane Umbridge, wypowiedziane w filmie “Harry Potter i Zakon Feniksa”, a brzmią one następująco:

“Według wskazań Ministerstwa wiedza teoretyczna wystarczy wam aby zaliczyć egzaminy końcowe, a przecież w każdej szkole o to chodzi”.

I choć zarówno książka, jak i film mają już swoje lata, a w moich rękach przewinęło się wiele artykułów naukowych i książek dotyczących myślenia, skojarzenie to wciąż wybija się na pierwszy plan. Bo skoro w każdej szkole chodzi o to, by zaliczać egzaminy końcowe, po co właściwie uczyć myślenia? Idąc krok dalej, skoro szkoła nie uczy myślenia, a jedynie przygotowuje do egzaminów, czy to znaczy, że uczniowie i absolwenci nie myślą?

Droga na skróty czy ślepa uliczka?

Zdaje się, że popadliśmy w jedną z pułapek myślenia. Wybraliśmy drogę na skróty. Przebiegła ona zapewne szlakiem wolnych skojarzeń: jeśli myślenie to nauka, jeśli nauka to szkoła, jeśli szkoła to zaliczanie egzaminów, w takim razie szkoła to nie myślenie. Zapomnieliśmy jednak, że aktywność szkolna jest zaledwie fragmentem naszego życia (pokaźnym, to fakt, a jednak fragmentem). Uczymy się w swoim środowisku rodzinnym, rówieśniczym, czytając, oglądając, grając w gry- słowem, na wielu płaszczyznach. Nasze zdolności poznawcze, w tym również myślenie rozwijają się wraz z każdym doświadczeniem. Szkoda byłoby jednak zaprzepaścić okazję, jaką jest wykorzystanie przestrzeni szkolnej w celu świadomego i refleksyjnego rozwijania myślenia. By stworzyć odpowiednie warunki sprzyjające myśleniu w edukacji powinniśmy w pierwszej kolejności odpowiedzieć sobie na kilka pytań.

Czy wiem, czym jest myślenie? Jak się rozwija? Co wpływa na nie? Jak tworzyć warunki do rozwijania myślenia w edukacji? Na te pytania poszukamy odpowiedzi wspólnie w cyklu tekstów poświęconych myśleniu w edukacji. By tak się stało wyruszymy w podróż, która powiedzie nas od filozofii, przez zakamarki psychologii poznawczej, obszarów związanych z samorozwojem aż po przestrzeń edukacji do mądrości. Gotowi?

Myślenie ma kolosalną przeszłość

Gdy byłam dzieckiem mój tata powtarzał mi, że “myślenie ma kolosalną przyszłość”. Dziś wiem, że nie tylko przyszłość ma kolosalną, ale i przeszłość. Na drodze ewolucji nasz gatunek wykonał kawał dobrej roboty, aby rozwinąć myślenie na tak zaawansowanym poziomie. Tworzymy obecnie zaawansowane technologie, sztuczną inteligencję, a perspektywa transhumanizmu  z dnia na dzień staje się coraz bardziej prawdopodobna. Dlaczego człowiek tak bardzo się napracował? Ponieważ jesteśmy gatunkiem leniwym. Wiem, brzmi to dość paradoksalnie, jednak nasz mózg rozwijał się pod wpływem dynamicznie zmieniającego się otoczenia. Konsekwencją tego było między innymi wynalezienie narzędzi, tworzenie społeczności plemiennych, rozwój mowy werbalnej a wraz z nią kultury.

Wszystko to robiliśmy by ułatwić sobie życie, by oszczędzić energię i czas. I z tej wrodzonej oszczędności rozwinęliśmy myślenie. Jeśli przyjmiemy, że myślenie to złożony proces poznawczy, który pozwala nam łączyć pewne elementy ze sobą tworząc modele świata- obrazy mentalne, które mogą zastępować realnie występujące zjawiska, zrozumiemy korzyści z niego płynące. Homo sapiens– człowiek rozumny, może uwolnić się od konieczności ponoszenia natychmiastowych konsekwencji swoich decyzji i działań, ponieważ dzięki myśleniu może działać “w głowie”. Myśląc rozważa różne opcje, przewiduje skutki, wybiera alternatywne rozwiązania. Przewiduje, kwestionuje i sprawdza. Wszystko to zabiera mu czas i energię, jednak pozwala ocalić życie. Pomaga wybrać najbardziej optymalne rozwiązanie. Tak narodził się (potocznie nazywany zdrowym) rozsądek.

Mózg zużywa do 25% energii naszego organizmu. Czy to dużo? Biorąc pod uwagę, że u dorosłej osoby waży około 1,5 kg, możemy uznać nasze mózgi za żarłoczne organy. Oczywiście nie cała energia posłuży “zasilaniu” myślenia, a jednak bywa ono męczące. 

Myślenie. Czynność tak wymagająca, tak energochłonna, jednocześnie tak charakterystyczna, że cały nasz gatunek wziął od niej swoją nazwę. Homo sapiens– człowiek rozumny, myślący. Tak właśnie chcemy się postrzegać i takie właśnie osoby chcemy wypuszczać w świat ze świadectwem ukończenia szkoły w ręku. Chcemy wierzyć, że zaprojektowany przez nas proces edukacyjny stworzy warunki do rozwoju tego, co nazywamy myśleniem. Chcemy wierzyć, że nauczymy naszych uczniów myśleć logicznie, krytycznie, twórczo, projektowo, analitycznie (wiele przymiotników mogłabym dopisać po przecinku), oraz że jego życiowe wybory będą mądre. Snując tę wizję zapominamy jednak, że myślenie rozwijamy w wielu obszarach, w różnych środowiskach i na przestrzeni całego życia ulegamy rozmaitym wpływom. I choć wydaje nam się, że zazwyczaj myślimy racjonalnie, nie popełniamy błędów, w rzeczywistości jesteśmy nieustannie wodzeni na manowce.

Człowiek- istota leniwa

Człowiek jest istotą rozumną, ale i leniwą. Wszystko co wymyślił, stworzył, zaprojektował, powstało z wygody. Wygoda spowodowała również, że często myślimy w sposób uproszczony, szybki a więc i wygodniejszy. Laureat Nagrody Nobla- Daniel Kahneman wziął na warsztat myślenie szybkie i wolne dowodząc, że naszymi wyborami kierują raczej uproszczone procedury, heurystyki, co w niektórych sytuacjach pozwala nam zaoszczędzić cenny czas i energię (znowu to lenistwo), w innych wpędza nas w tytułowe “Pułapki myślenia”.

Dlaczego piszę o tym w kontekście edukacji? Ponieważ edukacja to życie, a życie to edukacja. Im szybciej uświadomimy sobie (my nauczyciele i edukatorzy) jak często sami popadamy w pułapki myślenia, jak często idziemy na skróty, tym lepiej dla naszych uczniów. Być może identyfikując swoje style myślenia, swoje przekonania, które kierują naszymi decyzjami, łatwiej będzie nam zaakceptować ucznia? Jeśli chcemy zacząć coś zmieniać, powinniśmy zacząć od próby zakwestionowania tego, w co uparcie wierzymy. Nie musi to oczywiście skutkować odrzuceniem dotychczasowych poglądów i wartości. Może jednak pomóc dostrzec wszystko to, co umknęło nam, gdy utknęliśmy w ślepej uliczce myślenia.

W kulturze masowej popularny jest obraz miniaturowych postaci anioła i demona przesiadujących na ludzkim ramieniu i szepczących rozmaite rozwiązania. Ta metafora sumienia i pozostawania w wewnętrznym rozdarciu pomiędzy tym co moralnie dobre, a hedonistycznie przyjemne wsiąkła bardzo mocno w kulturę popularną. Łatwo zauważyć, że zgodnie z tą wizją człowiek staje się jedynie wykonawcą. Ciekawszą wizję przypominającą wchodzenie w pewne role proponuje Adam Grant w książce “Leniwy umysł”.

Tym razem jednak to nie kaznodzieja, polityk, prokurator czy naukowiec podszeptują nam, co mamy robić. To my sami wchodzimy w wymienione role i upraszczając nasz sposób myślenia, okopujemy się w swoich przekonaniach. Jeśli więc zależy nam na na tym, by nasi uczniowie myśleli w sposób logiczny, krytyczny, analityczny (tu można by zamieścić inne przymiotniki po przecinku) zadbajmy o to, by w pierwszej kolejności myśleli w sposób giętki i otwarty. A zrobić to możemy przede wszystkim samemu zachowując otwartość i giętkość oraz uważność na kaznodzieję, prokuratora, polityka i naukowca, których słowami czasem przemawiamy. 

“Kto nie jest w stanie zmienić zdania, nie jest w stanie zmienić niczego” 

George Bernard Shaw

Dream Team. Kaznodzieja, prokurator, polityk i naukowiec

Kaznodzieja jest wierny sobie i swoim wartościom. Wartości te stanowią fundament jego tożsamości, a na tym fundamencie zbudował swoje przekonania na temat siebie i świata. Akceptuje wszystko, co pokrywa się z jego wizją świata, wszystko inne odrzuca nie poddając refleksji. Zdaje się, że unika konfrontacji z tym, co inne w obawie, że ten kontakt może zniszczyć jego tożsamość. Kieruje się wiarą, że rzeczy układają się tak jak powinny, dlatego, że jest to jedyna słuszna wizja świata. Każda zmiana przekonań jest w jego oczach porażką, zdradą i schizmą.

W roli kaznodziejów przemawiamy zawsze gdy to co zastane uznajemy za słuszne i spójne z naszymi wyobrażeniami. Kaznodzieja mówi naszymi ustami “tak jest dobrze, bo tak przecież  SIĘ TO ROBI”. Dowody (nawet te najbardziej naukowo uprawomocnione) nie są w stanie podważyć wiary kaznodziei w każdym z nas. Nawet jeśli pojawiają się w nas wątpliwości co do słuszności naszych przekonań wraz z nimi pojawia się wstyd, niepokój i poczucie utraty tożsamości.

Czy nauczyciel bywa kaznodzieją? Bywa nim zarówno nauczyciel jak i uczeń. Pamiętam takie historie jeszcze ze szkolnej ławy, kiedy to nauczyciele ścierali się z uczniami w słownych potyczkach, w których dzisiaj widzę coś na kształt sporu ikonoklastów z ikonofilami albo spór między Rzymem a luteranami. Niby wszyscy mówią, a jednak nikt nie słucha. Przestrzeń na zatrzymanie się i otwarcie na drugą osobę praktycznie nie istnieje. Nie zmieszczą się w niej ani nowe fakty, ani emocje. Grant twierdzi, że w tryb kaznodziei wchodzimy gdy stawką w grze są przekonania oparte na wartościach bliskich naszemu sercu. Zaczynamy wtedy wygłaszać sądy mające na celu bronić i wzmacniać nasze ideały.

O wiele łatwiej jest nam zidentyfikować kaznodzieję w rozmówcy, aniżeli w samym sobie. Jak to zrobić? Jak wyłapać w swoim myśleniu czy w wypowiadanych słowach ton kaznodziei? Ważna jest wrażliwość i uważność na obecność zniekształceń poznawczych. Kaznodzieja nadużywa imperatywów, powinności. Mówi jak jest, jak powinno być. Mówi sobie i innym, że “musi”, “trzeba”, “powinno się”, “nie można”, a za każdym tym komunikatem kryje się lęk. Co jeśli? A co jeśli “nie musi”, “nie trzeba” i “można”? Kim wtedy będę?

W odróżnieniu od kaznodziei prokurator zajmuje się głównie wyszukiwaniem faktów. I to tych faktów, które świadczą o błędach popełnianych przez  innych. Budujemy wówczas swoją pozycję i poczucie własnej wartości na zgliszczach poczucia własnej wartości innych. W trybie prokuratorskim gotowi jesteśmy przyjąć i zaakceptować to, co da nam przewagę. Wchodząc w buty prokuratora nie koniecznie musimy zachowywać się w sposób atakujący. W rozmowie przebiegającej pod płaszczem życzliwości da się jednak wyczuć ton oskarżycielski, pomniejszający kompetencje i wkład, odbierający poczucie własnej wartości. Prokurator mówi “tak, ale…” Pośród najczęściej występujących w tym trybie zniekształceń poznawczych zauważymy obwinianie i ocenianie, stosowanie etykiet, niesprawiedliwe porównywanie (na przykład do osób o zupełnie innych kompetencjach i doświadczeniu, choć moja wrażliwość krzyczy, że każde porównanie jest niesprawiedliwe).

Ostatnim z błędów poznawczych popełnianych w trybie prokuratorskim, nad którym chciałabym się chwilę pochylić jest umniejszanie, czy ignorowanie pozytywów. W kontekście edukacyjnym wiele zostało powiedziane na temat koncentracji na zasobach, pozytywnych stronach i potencjale nie tylko ucznia, ale i nauczyciela. Tymczasem system oceniania nie sprzyja wydobywaniu tego, co we wszystkich podmiotach edukacji wartościowe. Toruje to drogę naszym wewnętrznym prokuratorom. Gdy włącza mi się tryb prokuratorski biorę głęboki oddech i zastanawiam się, co ten styl myślenia mówi o mnie? Czy czegoś się obawiam? Czy moja tożsamość lub poczucie wartości jest zagrożone? Co chcę osiągnąć? Czy moja obawa przed oceną skuteczności wychowawczej czy dydaktycznej uprawnia mnie do wyszukiwania wyłącznie tego, co złe i niedoskonałe u innych? Czy to na pewno dobra droga?

Zdarza się tak, że zależy nam na uzyskaniu poparcia i aprobaty. Nasza potrzeba bycia częścią społeczności pcha nas wtedy w tryb myślenia charakterystyczny dla polityka. Nasze działania stają się rodzajem kampanii, którą prowadzimy w celu uzyskania aplauzu. Aprobata karmi nasze ego do tego stopnia, że przestajemy dostrzegać słabe strony naszych strategii i decyzji. Zaciera się również granica pomiędzy tym co jest zgodne z nami, a tym, co przejęliśmy z zewnątrz pod wpływem pewnej mody i w imię popularności. Będąc w roli polityka gotowi jesteśmy zmienić nasze przekonania i strategie o ile zyski przewyższają koszty związane z odstąpieniem od swojego stanowiska. Polityk w nas jest zakorzeniony bardzo mocno, ponieważ wyrósł na jednej z najbardziej fundamentalnych potrzeb- potrzebie przynależności. Gotów jest zrezygnować z siebie w imię poczucia akceptacji i aprobaty.

Czy my- nauczyciele możemy dostrzec głos polityka w sobie? Oczywiście. Za każdym razem gdy ulegamy wpływom, modom, przejmujemy postawy i przekonania bez odpowiedzi na pytanie, jaka właściwie jest MOJA filozofia edukacyjna? Kim jest uczeń? Czemu według mnie ma służyć edukacja? I najważniejsze pytanie: czy mam odwagę i gotowość działać w zgodzie ze swoją filozofią edukacyjną nie mając pewności, czy zostanie ona zaaprobowana?

Ostatnim ze stylów myślenia, o których wspomina w swojej książce Adam Grant jest tryb naukowca. Wydawać by się mogło, że to tryb najbardziej pożądany. Logiczny, analityczny, odwołujący się do faktów i pielęgnujący powątpiewanie. Praktyka polegająca na kwestionowaniu sądów i poszukiwaniu kontrargumentów dla własnych przekonań bliska jest filozofom już od czasów starożytności. Faktycznie, naukowiec pielęgnuje w sobie elastyczność myślenia, stawia hipotezy i nie obawia się eksperymentować. Ma świadomość, że podejmując decyzje podejmie również te błędne.

Naukowiec ma też jeszcze jedną cechę: wie o istnieniu swoich kolegów: kaznodziei, prokuratora i polityka. Wie, że nie zawsze może w pełni zaangażować się w swoją pracę, wówczas stery przejmie jeden z nich. Nie walczy z myśleniem na skróty, bo wie, że myślenie czasami przebiega na skróty. Zatem naukowiec zostaje uważny i świadomy, a gdy kontrolę nad myśleniem przejmuje kaznodzieja, prokurator lub polityk, przygląda się im po fakcie i mówi “Sprawdziłem. To nie tak”. I jeszcze jedno- magiczne “Przepraszam”.

Naukowiec również może popaść w pułapkę. “Mój ulubiony błąd poznawczy to ten polegający na głębokim przekonaniu, że ja nie popełniam błędów poznawczych. Mądrym ludziom często wydaje się, że potrafią oceniać fakty w sposób bardziej obiektywny niż inni” pisze Grant. Dlatego tak ważne jest by pielęgnować postawę naukowca świadomie i refleksyjnie, również w prozaicznych sytuacjach. Ważne, by przysłuchiwać się swoim słowom i myślom w relacji z innymi, podczas czytania literatury czy odbioru sztuki. Ważne, by praktykować zadawanie sobie pytania: czy na pewno jest tak, jak sądzę?

Myślenie w kontekście edukacyjnym rozumiane jako kompetencja pojawia się w dyskusjach publicznych i naukowych coraz częściej. I bardzo dobrze! Powinniśmy dbać o stwarzanie dzieciom i młodzieży takich warunków, w których będą mogły praktykować nie tylko metody aktywizujące rozwijające procesy poznawcze. Myślenie (krytyczne, analityczne, pytajne, twórcze, etc.) to coś o wiele ważniejszego. Rutyny i narzędzia stosowane na przykład w rozwijaniu myślenia krytycznego nie są metodami, którymi można uzupełnić lekcję, by stała się ciekawsza, bardziej atrakcyjna. Chodzi raczej o zmianę postawy. A zmiana ta powinna przede wszystkim opierać się na uwzględnieniu podmiotowości wszystkich uczestników procesu edukacyjnego, konstruktywistycznym podejściu do niego, akceptacji różnorodności i praktykowaniu zwątpienia. Zwątpienie to pytania a pytania są narzędziami poznania.

Myślenie i Empatia

Jeśli dotarłeś, dotarłaś do końca tego tekstu, dostrzegasz zapewne, że opisując poszczególne tryby myślenia zaproponowane przez Adama Granta w książce “Leniwy umysł” odniosłam je do potrzeb. W postępowaniu kaznodziei dostrzegłam potrzebę tożsamości, u prokuratora między innymi potrzebę własnej wartości i kompetencji. Polityk przemawiał w celu uzyskania przynależności. Dla naukowca wartością natomiast była prawda, do której dążył poprzez zaspokajanie potrzeby rozumienia złożoności świata. I choć tekst w przeważającej części opowiada o myśleniu- rozwijaniu go w systemie edukacji poprzez rozpoznawania błędów i “dróg na skróty”, pragnę podkreślić jedną rzecz. Człowiek- Homo sapiens– stoi na dwóch nogach i to wyróżnia go w królestwie zwierząt. Nogi te nazywają się Myślenie i Empatia.

Bez zaakceptowania faktu, że nawet najmądrzejsi z nas popełniają błędy, nie będziemy się rozwijać. Bez okazania sobie samemu zrozumienia i poszanowania potrzeb, które włączają poszczególne tryby nie będziemy wzrastać. Jaki powinien być zatem pierwszy krok sprzyjający tworzeniu warunków do rozwijania myślenia? Powinien dotyczyć nas- nauczycieli i wychowawców. Zaakceptuj więc fakt, że każdy z nas myśli czasem na skróty i popełnia błędy. Łatwiej będzie ci wtedy zaakceptować ucznia. Bądź świadomy i świadoma obecności kaznodziei, prokuratora, polityka i naukowca w sobie. Słuchaj ich uważnie, a gdy usłyszysz głos któregoś z nich, zapytaj, dlaczego akurat teraz przejął kontrolę? O czym chce cię poinformować? Aktywnie poszukuj odpowiedzi. I najważniejsze: pamiętaj, że modelujesz zachowania i postawy swoich wychowanków.

Pin It on Pinterest

Share This