czyli kilka słów o mnie.

Nazywam się Teresa Ulanowska. Urodziłam się i wychowałam w małym miasteczku. Uważam tę informację za dość istotną. Dlaczego? Dlatego, że wierzę we wpływ środowiska na nasze funkcjonowanie, na nasze priorytety i wybory oraz na sposób, w jaki postrzegamy świat i ludzi. Rosłam więc tak samym sercu Borów Tucholskich, w otoczeniu lasów i jezior, uczyłam się pilnie, by wreszcie wyruszyć w świat i rozpocząć studia. Wybór nie był oczywisty, ponieważ fascynuje mnie wszystko i uwielbiam się uczyć. Gdybym dzisiaj miała dokonywać wyboru, zostałabym neurobiologiem lub astrofizykiem. W tamtym czasie rozpoczęłam studia na Wydziale Nauk Społecznych UAM w Poznaniu na kierunkach socjologia i kulturoznawstwo. Uprzedzając wszystkie pytania- tak, studiowałam równolegle dwa kierunki (początkowo nawet trzy, bo była tam również filologia polska,
ale sorry, nie dałam rady). Do dzisiaj czuję motyle w brzuchu, kiedy pomyślę o moich studiach! Uwielbiałam je! Nie miałam pojęcia, czy i gdzie znajdę po nich pracę- doradztwo zawodowe nie było wtedy modne, a ja miałam bardzo dobre oceny praktycznie z każdego przedmiotu. I potraktujcie to proszę jako przestrogę, nie zaś jako przechwałkę. Myślę, że byłoby mi lżej, gdybym miała możliwość nawiązania szczerej relacji z nauczycielami, którzy podpowiedzieliby jak odpowiednio pokierować moim potencjałem. Nauczyło mnie to uważnie przyglądać się sobie i innym, zauważać mocne strony i obszary do pracy. Nauczyło mnie również dostrzegania potrzeb otoczenia, w taki sposób, by rozwijać się w oparciu o poczucie sensu. W swojej pracy staram się pomagać młodym ludziom podążać za swoimi pasjami i potencjałem, jednocześnie myśląc perspektywicznie i twórczo.

Dziś wiem, że „talent”, który pozwalał mi dobrze się uczyć to sprawna pamięć i zdolność kojarzenia faktów- budowania struktur, zależności, mostów pomiędzy przedmiotami, dlatego właśnie wybrałam rozwój interdyscyplinarny. To, czego mi zabrakło to analiza potrzeb rynku. Takie są niestety fakty- nauczanie jest przygotowywaniem ludzi do wejścia na rynek pracy. Nie jest ważne, czy się na to godzę, czy nie (oczywiście, że nie- chciałabym, by rekrutacja na kierunki ogólnoakademickie była bardziej rygorystyczna, by nie trafiali tam ludzie z przypadku, przekonania, że jakiekolwiek wykształcenie wyższe zagwarantuje im lepszy start na rynku pracy) faktem jest, że każda szkoła, uniwersytet, studium policealne w standaryzowany sposób przygotowuje młodych ludzi do zatrudnienia. Zapytacie pewnie, gdzie może pracować absolwent nauk społecznych- socjolog czy kulturoznawca? Odpowiedź brzmi: wszędzie. Jeśli jednak jest się bardzo przywiązanym do swojej dyscypliny najlepiej rozpocząć karierę akademicką.

Wróćmy jednak do mojego życiorysu. Po ukończeniu studiów wiedziałam już, że to nie koniec mojego rozwoju i zdobywania kwalifikacji, a ponieważ jako instruktorka ZHP czerpałam ogromną satysfakcję z pracy z dziećmi i młodzieżą, zdecydowałam się na studia pedagogiczne. Wyspecjalizowałam się jako pedagog przedszkolny
i wczesnoszkolny oraz oligofrenopedagog.
Pisząc to słyszę chichot losu, ponieważ wychowałam się w nauczycielskiej rodzinie i cały czas zaklinałam się, że nigdy w życiu nie zostanę nauczycielką. A jednak… Bardzo cenię sobie zawód nauczyciela, widziałam jako dziecko jak bardzo skrupulatnie moi rodzice przygotowują się do prowadzenia zajęć, jak potrafią budować relacje z uczniami, którzy odwiedzali nas również w naszym mieszkaniu. Widziałam satysfakcję, jaką im to przynosi, miałam też świadomość ogromu wysiłku, jaki wkładają w swoją pracę. Myślę, że bałam się. Znałam siebie dobrze i wiedziałam, że albo wszystko, albo nic. Jak być nauczycielem to takim, który jest autorytetem, przyjacielem, kimś, kto jest ważny w życiu dziecka. Kimś, kto nie skupia się na wpajaniu wiedzy a na rozwijaniu umiejętności poszukiwania rozwiązań. Ogromną wartość do mojego życia wniosły studia z oligofrenopedagogiki i kontakt z osobami niepełnosprawnymi intelektualnie. To doświadczenie uczące pokory, elastyczności i patrzenia na człowieka holistycznie, nie zaś pod kątem tego, co umie zapamiętać i odtworzyć. Praca z osobami niepełnosprawnymi wiele mówi o nas samych o naszych potrzebach i oczekiwaniach wobec siebie, i innych. Doświadczenie to utwierdziło mnie
w przekonaniu, że podstawą edukacji jest relacja. Bo pomyślcie, kiedy mamy dzieci w normie intelektualnej w masowej szkole starego kulawego systemu, możemy je zmusić metodą kija i marchewki (w tym wypadku sprawdzam- oceniam), by wykuły coś na blachę nawet tego nie rozumiejąc. Są motywowane strachem, potrzebą przynależności, która manifestuje się poprzez uznanie ze strony nauczyciela, jak również porównywaniem się do innych i rywalizacją.  Z osobą niepełnosprawną intelektualnie- czy to dzieckiem, czy dorosłym jedynym krokiem do rozwijania potencjału jest relacja oparta na poczuciu bezpieczeństwa, więzi, obopólnej sympatii i akceptacji. Będę się uczył bo czuję się z tobą dobrze, lubię cię, potrafisz mnie zaakceptować i zaciekawić. Pomyślałam wtedy, że żal mi dzieci goniących za ocenami, które nic nie komunikują, niczego nie wnoszą. Żal mi rodziców, którzy czują się oceniani przez pryzmat stopni swojego dziecka, którzy pod wpływem nacisków zaczynają warunkować miłość do swojego dziecka. Żal mi wreszcie nauczycieli i dyrektorów, którzy są przekonani,
że tak właśnie trzeba, że inaczej nie można, bo odgórne zalecenia, kontrole, egzaminy zewnętrzne. Żal mi wszystkich tych, którzy poprzez zatracenie relacji gubią gdzieś swoją tożsamość. W 2018 roku odeszłam ze szkoły i od tego czasu poznałam mnóstwo osób myślących i działających podobnie. Jestem pod wielkim wrażeniem takich osób jak chociażby Ewa Radanowicz, która pokazuje, że można inaczej, trzeba najpierw przemodelować swoje przekonania. Dlatego powstał blog Kierunek- Relacja. Żeby skupiać osoby myślące podobnie: rodziców, nauczycieli, dyrektorów… By dawać im siłę i wsparcie, by pokazywać, jak wiele da się osiągnąć przy otwartym umyśle i odpowiedniej motywacji.

Prywatnie jestem mamą dwóch chłopców. Wychowanie ich to przygoda mojego życia. Ogromne wyzwanie ale i niepowtarzalna okazja do rozwoju. Kiedy urodziłam starszego syna byłam jeszcze studentką. Dzięki niemu poznałam wiele koncepcji wychowawczych, zdecydowałam się na studia pedagogiczne. Stał się moją motywacją do zgłębiania takich zagadnień jak Porozumienie Bez Przemocy (NVC), Self-Reg, czy Rodzicielstwo Bliskości. Macierzyństwo nauczyło mnie uważności na własne potrzeby. Tak, własne. Musiałam nauczyć się, jak należy troszczyć się o siebie, a to była jedna z najważniejszych lekcji życiowych. Moje dzieci stały się dla mnie motywacją do rozwijania swoich zainteresowań i kompetencji. Dzięki nim zostałam Edukatorką Pozytywnej Dyscypliny i Trenerem Umiejętności Społecznych. Chcę pomagać rodzicom i nauczycielom w ich przygodzie wychowawczej poprzez warsztaty, publikacje, spotkania i konferencje. Wierzę, że choć wiele jeszcze przed nami, razem możemy więcej. Jest takie powiedzenie, że do wychowania dziecka potrzeba całej wioski.
Dzisiaj w zatomizowanych rodzinach więzi rozmywają się do tego stopnia, że my- dorośli, zatracamy podstawowe umiejętności społeczne w zakresie komunikacji. Jak więc mamy uczyć dzieci tego, co istotne w komunikacji, w budowani relacji, gdy sami to zatracamy? Marzę, by ten blog, ta strona, stały się taką właśnie wioską wsparcia. Byśmy my- dorośli bez oceniania, porównywania, oskarżania wspierali się w wychowywaniu NASZYCH dzieci.

Zostań. Wierzę, że razem jesteśmy w stanie wtoczyć nasze relacje na właściwe tory.

Pin It on Pinterest

Share This